poniedziałek, 27 sierpnia 2012

"Asy z naszej klasy" Patrycja Zarawska

Ęputu, tupuę!*

Ot desperacki okrzyk Kuby, jednego z Muszkieterów, najpełniej oddaje Asy. Ananasy. A...ncymonki! Nierozłączni, nieustraszeni, zawsze i wszędzie razem. Teraz także w szkole. No właśnie - co z tą szkołą? Sąsiadka Kuby, Asia wprost nie może się doczekać (mają tam rzekomo stół pingpongowy i sporo komputerów z grami), z kolei kuzyn Tomek straszy panem Wrzeszczakiem i jadowitymi wężami. Podobno pani od biologii karmi je żywymi myszami, a gdy koś jest niegrzeczny, odcina mu ucho i rzuca pytonom na pożarcie... Jest jeszcze jeden dylemat. Które miejsce w sali zająć? Tomek radzi, by siadać jak najdalej od nauczycielki, a mama mówi, że najlepiej blisko tablicy. Pora się przekonać na własnej skórze (i uchu)! Kuba, Maciek, Julek. Najważniejsze, że są razem.

Przyznam, że Asy połknęłam jednym tchem, choć to książka wybitnie dla chłopców. Jest tu i życiowo (m.in. celnie sportretowane wady nauczycieli) i zabawnie (niezliczone przygody widziane i interpretowane oczami dziecka). A mi tęskno. Za takim braterstwem, taką przyjaźnią. Zatem: ęputu, tupuę!

* Francuskie: Un pour tous, tous pour un! - Jeden za wszystkich wszyscy za jednego!


Wydawnictwo SBM, 2012

piątek, 22 czerwca 2012

"Europa Pingwina Popo" Jan Bajtlik

Osobliwa to podróż. Z równie osobliwym przewodnikiem. Podróż skrajnie subiektywna, z nieoczekiwanym wyborem rzeczy ważnych. Próżno w niej szukać klucza. Choć cały galimatias trzyma w ryzach... abecadło. To one stało się punktem wyjścia do opowiedzenia Europy (i poskromienia losowości).

I tak, Pingwin Popo mknie alfabetycznym slalomem od Atlantydy, Beatlesów, Corridy, historii Druku, przez Esperanto, Fausta, Imigrację i Lajkonika, do Łajki, Odysei, Opery, przy okazji zahaczając o Pintę, Uniwersytet, plemię Yahoosi, Rewolucję oraz promienie X. Uff...

Niełatwa to wędrówka. Ale jedyna taka - niepowtarzalna, hiperpojemna, a przede wszystkim prowokująca! Nijak wymigać się przed ciągiem pytań dziecka (autor wyjaśnia hasła oszczędnie, serwuje tylko esencję), nie sposób wyhamować oczarowania ilustracjami. Bo Europa to nie tylko solidna porcja pożytecznych informacji. To książka do podziwiania, tętniąca kolorami postmodernistyczna laurka. Pełna kontrastów, graficznej prostoty, szalenie wymowna w swym przekazie.

Wydawnictwo Dookoła Świata, 2011

niedziela, 10 czerwca 2012

"Wypożyczalnia babć" Maria Marjańska-Czernik, ilustracje Justyna Mahboob

W Motylu nie wspomniałam o babci. Całkiem celowo, nie z przeoczenia. Otóż Marta ma babcię. Posągową. Taką, która nie boi się trudnych pytań, przygotowuje najpyszniejsze kakao, czyta bajki na dobranoc. I przede wszystkim ma czas. To czas oddziela grubą kreską babcię od reszty dorosłych. Czas niespieszny, bez nerwowych spojrzeń na zegarek, wypełniony bezbrzeżną akceptacją. Za nim właśnie tęsknią chłopcy z Wypożyczalni babć. Mały, Większy i zupełnie Duży. Każdy z własną historią, choć tak samo skazany na długie, samotne popołudnia w oczekiwaniu na powrót rodziców z pracy. Chłopcy po kolei uchylają drzwi wypożyczalni. A tam...

W dużym, słonecznym pokoju siedziała młoda, jasna pani i uśmiechała się do swoich myśli. Ze wszystkich stron otaczały ją książki. [...]
- Kto tam? Czy ktoś przyszedł? - spytała Jasna.
- Ja... - odezwał się nieśmiało czyjś głosik.
- To dlaczego cię nie widzę?
- Bo jestem taki mały - odpowiedział cichutko.
- Aż taki mały, że cię nie widać? - zdziwiła się Jasna.
- Tak, ale tylko wtedy, kiedy się wstydzę.
- A czego się wstydzisz?
- Że jestem taki mały.

Wkrótce, z każdym łagodnym spojrzeniem, Mały zaczyna rosnąć, po nim Większy i Duży - zrzucają garb kłopotów, stając się o niego lżejsi. W grande finale wypożyczalnia (książek) przeistoczy się w wypożyczalnię babć, a Jasna - w najprawdziwszą wróżkę. 

Mądra, prosta opowieść Marii Marjańskiej-Czernik, uzupełniona świetnymi, bezpretensjonalnymi ilustracjami Justyny Mahboob. Naprawdę udane połączenie. I pomysł. Serdecznie zachęcam do lektury.


Wydawnictwo STENTOR, 2008

czwartek, 7 czerwca 2012

"Motyl w podróży" Beata Wróblewska

Marta, przeciętna, niczym nie wyróżniająca się dziesięciolaka z Milanówka pod Warszawą to taka współczesna Ania z Zielonego Wzgórza. Niepotrzebna, po(d)rzucona dziadkom, pełna marzeń o normalnym domu. Kto pamięta zadziwiające konstelacje rodzin Aleksandry Maxainer? Rodzina Marty zadziwia coraz mniej, niebezpiecznie zbliżając się do enigmatycznej normy. Mama - Bardzo Znana i Bardzo Zapracowana dziennikarka telewizyjna. Taka, której zazdroszczą koleżanki. Taka, która nie widuje córki całymi tygodniami (choć przecież "to wszystko" robi dla niej). Tata - co prawda przyjeżdża do Marty regularnie, co zasądzone dwa tygodnie, ale jest zupełnie obcym człowiekiem. O czym z nim rozmawiać? Wreszcie ona. Oddzielnie byty, nie spięte agrafką pt. rodzina. 

Przy nadarzającej się okazji Marta bierze sprawy we własne ręce. Ucieka. Trochę na złość mamie, trochę by ją przestraszyć, a przede wszystkim - by zwrócić na siebie uwagę. Czy uda się jej osiągnąć cel? Sprawdźcie koniecznie. Sprawdźcie zwłaszcza, jeśli coraz częściej brak Wam czasu. Jeśli zdarza Wam się widywać dzieci wieczorami, albo tylko w weekendy. Jeśli macie poczucie, że uważnej obecności potrzebują wyłącznie maluchy. 


Wydawnictwo STENTOR, 2010

czwartek, 12 kwietnia 2012

"Łódeczka" Randall de Seve, Loren Long

"Pewien chłopiec miał łódeczkę. Zrobił ją z puszki, korka, żółtego ołówka i białej szmatki. Oto historia tej łódeczki"

Historia niepozorna, a jakże pojemna. Dosłownie - o łódeczce, która pewnego dnia zrywa się ze sznurka i wypływa na otwartą przestrzeń jeziora. Tą o której skrycie marzyła. Tą, która okazuje się nieprzyjazna i pełna zaskakujących przygód. Która nie daje poczucia bezpieczeństwa (jak chłopiec), a wzbudza ogromną tęsknotę. 
Między słowami - o sile przywiązania, o bolesnej stracie, o pokusie roztaczania nadmiernej opieki ("szklanego parasola"), o potrzebie niezależności. I o pięknych powrotach. Bo łódeczka wraca - dużo silniejsza, bogata w cenne doświadczenia. Teraz już dobrze wie, gdzie chce być. A chłopiec? Chłopiec dalej trzyma łódeczkę na sznurku, ale co jakiś czas pozwala jej trochę samej popływać.

Lubię takie proste historie. Współczesne przypowieści przesycone wachlarzem emocji. Bez krzty zadęcia dydaktycznego, a przecież wielopoziomowe, przemycające ważkie treści. 
A moje dziecko? Nie miało wyboru, wpadło po uszy (po cichu zdradzę: mieszkamy nad morzem, a jego grupa przedszkolna to... "marynarze"). 

Zerknijcie jeszcze na wyśmienite ilustracje Lorena Longa, wykonane klasyczną techniką malarską.
                                       

Wydawnictwo STENTOR, 2008

wtorek, 10 kwietnia 2012

"A niech to czykolada!" Paweł Beręsewicz, ilustrował Piotr Fąfrowicz

I kolejna z podium, A niech to czykolada! Pierwsza taka, w której mam ochotę Was rozkochać, nie pisząc nic. Bo pisząc coś, napiszę wszystko. A niech to czykolada!

Dwa smaczki: z jednej strony tajemna Zyliria, kraina równoległa współczesności, której rytm wyznaczają cykliczne Zjawienia i rychłe Zniknięcia (zawsze innej) Rzeczy. Pomiędzy nimi - Pustka. W pustce historia ma swój początek.

„Był piękny pogodny poranek dziewięćdziesiątego szóstego dnia tysiąc osiemset dwudziestej piątej pustki”.

Z drugiej strony białołęckie więzienie, a w nim maestro Bombalini, skazany za... Ooo nie, stop! I jeszcze ten tytuł...

Genialna. Naprawdę genialna książka. Zupełnie niepodobna do żadnej innej. O iluzji, względności, ale i konsekwencji wyborów. Wciąż balansująca na ledwo zauważalnej granicy między rzeczywistością a magią. Wciąga bez reszty zostawiając z poczuciem absolutnej dezorientacji. Z tabunem myśli. 

Oddzielne brawa dla Piotra Fąfrowicza, autora (niewielu) znakomitych, trochę przygaszonych i bardzo oszczędnych ilustracji, które dyskretnie podsycają nastrój grozy. Sprawiają, że bez mrugnięcia oka brniemy w mistrzowski pokaz sztuczek, dając się zwieść prawdo-podobnej opowieści (by potem upaść z łomotem i śmiać się w głos z własnej naiwności).

Chcecie się nabrać? Do Czykolady!


Wydawnictwo STENTOR, 2011

sobota, 31 marca 2012

"Wyspa mojej siostry" Katarzyna Ryrych

Kilka, naście, dziesiąt książek rozpycha się łokciami, tłoczy w kolejce, obrzuca mściwymi spojrzeniami rywali. By zaistnieć (tu), chwilę pobłyszczeć, zebrać wyreżyserowany aplauz i wreszcie zniknąć pokrywając się kolejnymi warstwami kurzu. Tymczasem Wyspa mojej siostry kuca nieśmiało w kącie, zupełnie pozbawiona "parcia na szkło". Samodzielnie ją wypycham. Bez pytania o zgodę, niemal na siłę. Ona płoszy się, czerwieni. Tłumaczę. To Twoje miejsce. Podium.

Przepiękna. Przewzruszająca. O tym co między Mysią, a jej starszą-młodszą siostrą Pippi (piegowatą, grubą dziewczynką z zespołem Downa). O tych spojrzeniach, które udają, że nie widzą, a gdy się oddalasz, kilkanaście par oczu wpatruje się w twoje plecy. O samotnie dryfujących wyspach. O bezgranicznej akceptacji. Trudnych wyborach. I o tacie. Zwykłym-niezwykłym tacie.


Wydawnictwo STENTOR, 2011

środa, 28 marca 2012

"Super-Charlie" Camilla Läckberg

Nie tak dawno temu, w pewnym bardzo zwyczajnym mieście, a konkretnie: w bardzo zwyczajnym szpitalu, urodziło się bardzo zwyczajne niemowlę. Charlie. Za oknem kilka zwyczajnych gwiazd rozświetlało całkiem zwyczajne czarne niebo. I nagle wydarzyło się coś. Coś co na zawsze przerwało zwyczajność. 

"Daleko w kosmicznych przestworzach dwie gwiazdy zabłąkały się i wpadły na siebie. Tu, na Ziemi nic nie było słychać. Jeśli akurat ktoś nie spał, i spojrzał w niebo, mógł zobaczyć jak gwiazdy eksplodują i zostaje z nich tylko lśniący gwiezdny pył, który w oka mgnieniu znikał gdzieś w przestworzach. Jednak trochę spadło na Ziemię i dostało się przez szpitalne okno do pokoju, gdzie spał Charlie. Gwiezdny pył osiadł na śpiącym niemowlaku, który nie miał pojęcia, że od tej chwili nie będzie już zwyczajnym niemowlakiem..."

Super-Charlie szybko nauczy się ukrywać swoje super moce (w trosce o zdrowie psychiczne swojej rodziny), by później skwapliwie z nich skorzystać. Przy okazji ukruszy konserwatywny mit starszego brata, odwracając role i przejmując odpowiedzialność za wydobywanie z opresji swojego rodzeństwa.

Przyznam, że miałam nie lada kłopot z oceną Super-Charliego. Puściłam więc go w świat. I tak, z rąk do rąk, od przedszkolaków po szkołę podstawową wędrował w celach czysto naukowych, a do mnie spływały zgodne recenzje. 8/10. To finalny wynik nadany Super-Charliemu przez moich respondentów. Wcale niebagatelny i - jak mniemam - podrasowany wrażeniem, jakie wywierają ilustracje (efektowne, dopracowane, w specyficznym disney'owskim stylu).

A na koniec ciekawostka. Camilla Läckberg, szwedzka autorka powieści... kryminalnych, które od lat osiągają czołowe miejsca na listach (nie tylko skandynawskich) bestsellerów, prywatnie ma dwójkę dzieci z pierwszego małżeństwa, Willa i Meję (to ich poznajemy w książce jako rodzeństwo nad-niemowlaka). W 2010 roku Läckberg ponownie wychodzi za mąż (książkowy tata policjant), a na świecie, w pewnym bardzo zwyczajnym szpitalu, pojawia się Charlie. Super-Charlie.


Wydawnictwo Czarna Owieczka, 2012

środa, 21 marca 2012

"Czyja babcia?" Stina Wirsen

Pamiętacie misia? Koślawego, zmechaconego kłębka. Jakie kłody pod nogi rzuci mu tym razem autorka? W jak skrajne stany go wpędzi? Czym zmaltretuje? Ano: dzieleniem się. Przyznacie, dla dwulatka kaliber to potężny. Zwłaszcza, jeżeli przedmiotem sporu jest... babcia. No właśnie. Czyja babcia?*

Mocna lektura. Eksperymentalna. Podobno też kontrowersyjna (podobno istnieją dzieci, które nie wymiotują równie malowniczo jak kuzynka misia, podobno z ich ust nigdy przenigdy nie wybrzmiewają słowa "głupi", "brzydki" - to te migawki oburzają oburzonych). A przecież nie o tym to opowieść. Przewrotnie, Czyja babcia? to czysta empatia.  I... bardzo mądra babcia.

*


Wydawnictwo STENTOR, 2008 

środa, 14 marca 2012

"To wszystko rodzina" Alexandra Maxeiner, Anke Kohl

RODZINA. Jakie macie skojarzenia? Encyklopedyczne małżeństwo-dzieci-krewni? A rodziny patchworkowe, tęczowe (jednopłciowe), adopcyjne, bezdzietne? Macocha, surogatka, rodzeństwo przybrane/przyrodnie, wioski dziecięce? To wszystko rodzina! Czas rozszerzyć utarte, przeterminowane  schematy. Czas dogonić współczesność.  Z pomocą przychodzi nowa pozycja Czarnej Owieczki. Rzetelna, solidna, precyzyjna. A dzięki ilustracjom (swawolnym, z przymrużeniem oka) - po prostu wesoła.

Ale ale! Rodzina to nie tylko gąszcz pokrewieństw. To zapachy, zdrobnienia, specyficzne nawyki. "W niektórych domach panuje gwar. Wszyscy mówią dużo i głośno, grają na instrumentach, często się kłócą, biegają i tupią, chrapią albo głośno puszczają bąki. W innych domach zawsze jest bardzo spokojnie. Wszyscy mówią cicho albo wcale się nie odzywają. Nikt nie puszcza bąków, a jeśli już, to tylko w łazience". A każdy z tych domów unikalny. Jedyny. 

PS. Czy wiecie, że we Francji do macochy mówi się "piękna mamo", a do ojczyma "piękny tato"? Ładne, prawda? Z kolei w Szwecji nowych przybranych rodziców nazywa się "plastikowymi". Takich ciekawostek tu cały wór.


Wydawnictwo Czarna Owieczka, 2012

piątek, 9 marca 2012

"Cukierek dla dziadka Tadka" Ivona Březinova

"Wszystko zaczęło się do tego, że dziadzia Tadzia przyprowadziła do domu policja. Janek był wtedy jeszcze całkiem mały, ale przypatrywał się bardzo uważnie, by nic mu nie umknęło. Nie rozumiał tylko, dlaczego żaden z policjantów nie mierzy do dziadka z pistoletu. I nawet mu kajdanek na ręce nie założyli. Jaś był rozczarowany. W telewizji widział lepszych policjantów." 

Dziadek (a właściwie pradziadek) Tadek nie popełnił żadnego wykroczenia. Po prostu zapomniał jak trafić do domu.  I tak, niepostrzeżenie do domu Janka wkrada się choroba Alzheimera. Po cichutku, na paluszkach. Dobrodusznie nazywana sklerozą, wyrazem nieuchronnej starości czy ot dziwactwem siwiutkiego staruszka. Wkrótce wychodzi z ukrycia i rozgaszcza się na dobre. I na złe. Na śmiesznie (jak wtedy gdy dziadzio Tadzio zapomina, że zupy nie je się widelcem) i strasznie (gdy nie może sobie przypomnieć jak zahamować rozpędzony samochód). Nierzadko przynosi rodzinie wstyd, rodzi kolejne kryzysy, ale nade wszystko - wyzwala niewyczerpalne pokłady wyrozumiałości i miłości. Zbliża. 

Bardzo dobra to książka. Wbrew pozorom i terapeutycznej mocy - nie tylko do chwycenia w razie nagłej potrzeby. To po prostu świetnie napisana (i  przetłumaczona!) proza. Zamiast moralizować - odsłania codzienne perypetie związane z postępująca chorobą. Zamiast straszyć - emanuje ciepłem, zaraża prostolinijnością. A wszystko z perspektywy pięcioletniego Janka, przyszłego wynalazcy leku na Alzheimera.


Wydawnictwo STENTOR, 2008

wtorek, 6 marca 2012

"Kto jest samotny?" Stina Wirsen

Czyżby kolejna miałka, banalna książeczka wylosowana ze piętrzącego się stosu dumnie (i szumnie) zwanego bajkoterapią? Nic z tych rzeczy. Niech Was nie zmyli jej rozmiar! Kto jest samotny? to wielki potencjał w małym formacie. To książka nie tyle do prze-czytania, ile do prze-rozmawiania. Inspirująca, prowokująca. I niełatwa. Bo wbrew opinii dorosłych (czyżbyśmy już zapomnieli?) niełatwe jest życie dziecka. A właściwie misia. 

Miś jest sam, choć tego nie chce (spójrzcie tylko na jego spojrzenie z okładki). Aby wybrnąć z niewygodnej sytuacji postanawia znaleźć sobie kompana do zabawy - dzwoni do ptaka, kota, królika. Niestety żaden z nich nie ma ochoty na towarzystwo misia. To boli. Boli zwłaszcza kategoryczne i pozbawione skrupułów NIE w wydaniu królika. Kompletnie nieczułego na prośby i rozpaczliwą desperację ("głupi, głupi królik!"). Miś jednak nie poddaje się, szuka innego sposobu na samotność. Wyciąga kredki. Stopniowo, krok po kroczku, bazgroł po bazgrole, przesycone złością ("brzydkie, brzydkie!") pokreślone rysunki nabierają kolorów, łagodności. I wtedy do drzwi dzwoni kot. Zaprasza misia do zabawy. Nie zgadniecie co zrobi miś. Miś odmówi. Teraz jest sam, bo chce być sam.


Wydawnictwo STENTOR, 2008

piątek, 2 marca 2012

"Buziaki, całusy, pocałunki..." Carina Bodstrom

Jakimi czytelnikami są Wasze dzieci? Zachłannie połykającymi każdy tekst - od metek, etykiet na butelkach, przez gazetki reklamowe, na książkach skończywszy? Dla których czytanie to niemal czynność fizjologiczna? Czy może czytelnikami elitarnymi, selektywnie i według nikomu nie znanych kryteriów rozdzielającymi pulę miłości do książek? 

Czas na coming out. Mój syn to zdecydowanie typ drugi. Zadzierający nosa, nieprzewidywalny w wyborach. W stanie permanentnego niedosytu. Ale! Jeżeli w ręce wpadnie mu książka z tym CZYMŚ (niemożliwym do zidentyfikowania i wychodzącym poza wszelkie ramy logiki), wtedy fali uwielbienia nie ma końca. Tak było z Bintą, Melą, czy Mamokiem, które, otoczone nieprawdopodobną czcią, do dziś zajmują honorowe miejsce na półeczce z książkami. Ostatnio dołączyły do nich Buziaki, całusy, pocałunki... Najszlachetniejszy skarb. Moje dziecko zabiera je do przedszkola i na spacer (ba, ma je przy sobie przemierzając bezkresny dystans salon-kuchnia!), pilnuje jak oka w głowie; z nimi je, bawi się, i - rzecz jasna - śpi. Czy istnieje lepsza rekomendacja?


Wydawnictwo Czarna Owieczka, 2012

środa, 29 lutego 2012

"Kreska i Kropek" Jarosław Mikołajewski

"Był sobie raz Kropek. Nazywał się Kropek, ponieważ był chłopcem. Kropek dowiedział się, że jest Kropkiem, nie Kropką, w chwili, gdy spotkał Kreskę. Trudno powiedzieć, co powiedziało mu, że jest chłopcem, lecz gdy zobaczył Kreskę... poczuł się inaczej, niż kiedy się bawił z Dwukropkiem... Wielokropkiem... Przecinkiem... Myślnikiem... Średnikiem."

Przedziwne, prawda? I w tym zdziwieniu (które otula i nie opuszcza nawet po zamknięciu książki) tkwi moc Kreski i Kropka. Kto by przypuszczał! Kto podejrzewał nudną interpunkcję o wariackie harce i wymyślne igraszki! Spokojnie, historia to urocza, w żadnym razie gorsząca. Bliższa przyjaźni niż... No właśnie. Tu kolejny majstersztyk - niejednoznaczność i pełna dowolność interpretacji. A ilustracje? Obejrzyjcie, to czary. 

Przyznam, że Kreska i Kropek uwiodła mnie, omotała. Mojego syna mniej, ale tym lepiej. Jest moja. Moja!


Wydawnictwo Austeria, 2010

sobota, 25 lutego 2012

"Zarafa" Adam Jaromir, Paweł Pawlak

Pamiętacie moje zachwyty nad Słoniątkiem? Panie i Panowie (fanfary), Zarafa jest równie genialna! Choć skrajnie inna. Gadatliwa, pewna siebie, asertywna. Pełna nieokrzesanej energii. Sam autor mianuje ją kontapunktem/antidotum dla zagubionego Słoniątka. I nadaje misję: sprawić by depresyjny, snujący się w starym, znoszonym szlafroku król znów zaczął się uśmiechać. Odzyskał napęd. Na przekór ciążącej mu izolacji, smętnemu dworowi czy autorytarnej i nieskąpiącej epitetów Zarafie księżnej. Całkiem przez przypadek, ot tak, mimochodem ziszczą się żyrafie marzenia. A o czym marzy Zarafa? Sprawdźcie, cudne to marzenia.

Nie bez powodu Zarafę wyróżniono w kategorii literackiej konkursu Książka Roku 2011. Choć dla mnie prym dzierżą tu ilustracje Pawła Pawlaka (do podejrzenia w tym miejscu). Wytworne, pierwszoplanowe. Trafiony jest również format, iście żyrafi. Nieco słabiej rzecz ma się z opracowaniem graficznym: zmienna (w rozmiarze, pogrubieniu, kursywie) czcionka, która - jak mniemam - miała ułatwić zadanie czytającemu, w efekcie nadmiernie go męczy. Ale nic to. Przecież imię Zarafa w języku arabskim znaczy "pełna wdzięku". I wciąż, taka to książka. 


Wydawnictwo Muchomor, 2010

środa, 15 lutego 2012

"Mój ukochany" Beatrice Alemagna

Króciusieńka. Na jeden haust. Ale wciąż perełka. Przede wszystkim ze względu na osobliwe ilustracje "spod igły". W Ukochanym Beatrice Alemagna, jak wytrawna krawcowa łączy skrawki przeróżnych tkanin (od szorstkiego lnu, po eteryczną koronkę), nitki, filc, agrafki, guziki, cekiny, by stworzyć tytułowego dziwoląga. Ni to pies, ni świnia. Ani szczur, ani lew. Wytykany, mylony, ciut zmęczony brakiem tożsamości. W pewnym momencie na swojej drodze spotka równie cudacznego królika. A ten, w przeciwieństwie do wszystkich nie pyta, nie drąży, nie dziwi się. Nie podśmiewa.

- Cześć, uwielbiam twoją grubą sierść.
- Ale nie chcesz wiedzieć kim jestem?
                                                          - Jesteś moim ukochanym.

Ładne, prawda? I jakie niewspółczesne. Niemodne. Patrzeć sercem. Kochać intuicyjnie. Jakie dziecięce!


Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2006

poniedziałek, 13 lutego 2012

"Gęś, śmierć i tulipan" Wolf Erlbruch

"Już od dłuższego czasu gęś coś przeczuwała.
- Kim jesteś i dlaczego się za mną skradasz?
- Miło, że mnie wreszcie zauważyłaś - powiedziała śmierć. - Jestem śmierć." 

                 

Kolejna wielka książka o wielkich rzeczach. Jakże inna od Esbena. Nie ma tu miejsca na raptowną, dezorientującą śmierć. Na rozpaczliwe dlaczego

Gęś odchodzi stopniowo. Krok po kroczku. Z duża godnością. I w przejmującym milczeniu. Roztropnie oswajana ze śmiercią i przez śmierć. A śmierć? Jaka jest? Wprawdzie nie najpiękniejsza, choć bardzo przyjazna. I bardzo samotna. Po odejściu gęsi czule wygładza jej nastroszone piórka, ostrożnie niesie nad wodę, a na piersi układa czarno-czerwony tulipan. Ten chowany za plecami od pierwszego spotkania. Potem długo spogląda za gęsią niesioną przez spokojny prąd rzeki, a gdy traci ją z oczu, prawie robi się jej smutno. 

Gęś to szelest kartek przewracanych w skupieniu. To pokłon szacunku ku dziecku i jego mądrości. 


Wydawnictwo Hokus-Pokus, 2008

wtorek, 7 lutego 2012

"Dawno temu w Mamoko" Aleksandra i Daniel Mizielińscy

Po sukcesie Miasteczka Mamoko (uparcie poprawianego przez mój komputer na Maroko) węszymy w jego średniowiecznej odsłonie. Przeczesujemy historyczną wioskę, wędrujemy brukowanymi uliczkami, śmiało zerkamy do zakamarków podzamcza, kluczymy po pałacu, by wkroczyć do wytwornej sali balowej. Z równym zapałem i częstotliwością.

Fabuła to gęsta i pokaźna, choć opowiedziana jedynie siedmioma rozkładówkami. A na nich ilustrowane reality show w wersji retro. Są więc rycerze (Kichot z Bananic, Zofia val Kiria), księżniczki (Jadwiga Futerko), poddani (m.in. Hasa syn Hassana) i nadworni grajkowie (Dobrosław Wyjec). Jest wróżka (Basia Kociołek), czarnoksiężnik (Baltazar Kozak), a nawet smok - jak na smoka przystało - porywający króla (Władysława III). Bajecznie! Takie rzeczy tylko u Mizielińskich.

Ach! By zadurzyć się w Dawno temu... nie trzeba znać Miasteczka Mamoko. To dwie niezależne pozycje. W sam raz na mrozy. Na wylegiwanie się pod wełnianym kocem z kubkami gorącego kakao. I niestety: w sam raz na chorowanie.


Wydawnictwo Dwie Siostry, 2011

niedziela, 29 stycznia 2012

"Miasteczko Mamoko" Aleksandra i Daniel Mizielińscy

Nieprawdopodobna książka nieprawdopodobnych ilustratorów. Ach. Feria barw, niemal nieskończona szczegółowość, splatające się losy prześmiesznych bohaterów, POMYSŁ. I cóż za tytuł. Och. A wszystko bez jednego słowa.

O czym to? A o czym nie? To prostsze. Zatem nie o czytaniu z zamkniętymi oczami, nie o sztampie i braku inicjatywy (także dziecka). Klasyka gatunku picture book (o którym tu) po polsku. Ponagradzana wzdłuż i wszerz.

W naszej domowej rzeczywistości dzień bez Miasteczka Mamoko nie ma prawa bytu. Co więcej, z niegasnącą fascynacją połykamy Dawno temu w Mamoko. Postać po postaci, centymetr po centymetrze. Tak więc bez śladu zażenowania przyłączam się do chóru wyśpiewującego peany na cześć Mizielińskich. Hip hip hurrra! 


Wydawnictwo Dwie Siostry, 2010

"Nocnik nad nocnikami" Alona Frankel


Nocnik... z pewnością nie jest literaturą wysokich lotów. Nie operuje metaforą, brak mu poetyki, ujmujących ilustracji czy wysublimowanej retoryki. Jednak obecność Nocnika... na domowej półeczce z książkami jest niemal niezbędna. 

To zdecydowanie najlepsza na rynku pozycja dotycząca treningu czystości - spędzającego sen z powiek rodzicom, a będącego przełomowym krokiem ku samodzielności dzieci. W dwóch wersjach: dla chłopców (tu w roli głównej Bolek) i dziewczynek (Basia). Napisana prostym, zrozumiałym językiem (w końcu target Nocnika... to dzieci między 1-3 rokiem życia). Z przejrzystymi, nieocenzurowanymi ilustracjami. Naturalnie traktująca o próbach, porażkach (co cenne, Bolek/Basia doświadczają niepowodzeń) i wreszcie sukcesach z dziedziny kontroli potrzeb fizjologicznych.

Nocnik... nie ma magicznej mocy. Nie dokona cudu. Jednak od teorii niedaleko do praktyki. Dlatego gorąco polecam uzbroić się w Bolka/Basię. I w cierpliwość.


Wydawnictwo Nisza, 2009 

środa, 25 stycznia 2012

"Mała książka o przemocy" Pernilla Stalfeld

Przemoc. Rozpołowione siekierą głowy, gwoździe przebijające ciało, zmasakrowane twarze, ludzkie kadłuby w kałużach krwi, wokół porozrzucane kończyny, słoń z odrąbaną trąbą, tortury wojenne, staruszka umyślnie rozjeżdżająca koty swoim balkonikiem, Maryja niosąca martwego Jezusa. Przerażające. Makabryczne. Nieocenzurowane.

Co zamiast? Pogładzenie po włosach, pocałowanie w ucho, trzymanie się za ręce, podarowanie prezentu (wełenki, piórka, źdźbła). Lub inaczej: pokojowe demonstracje i protesty, negocjacje, zrozumienie, pójście na kompromis, wreszcie zgoda.

Nie pokazujcie tej książki dzieciom. 

Ale powiedzcie im, że przemoc to nie tylko (oczywista) agresja fizyczna. Że przemocą może być niechciany dotyk (m.in. miejsc intymnych). Że przemocy można dokonywać za pomocą słów (gnębienie, ucisk) i krzyku - tak, proszę Państwa, krzyk to też przemoc. Powiedzcie, że istnieje także przemoc, której nie widać i nie słychać: zanieczyszczanie środowiska to ewidentna przemoc wobec ziemi, a palenie papierosów - przemoc wobec samego siebie.


Wydawnictwo Czarna Owca, 2008

sobota, 21 stycznia 2012

"Esben i duch dziadka" Kim Fupz Aakeson, Eva Eriksson

Niełatwo tłumaczyć dzieciom śmierć. W dodatku: śmierć ukochanego Dziadka. Tego, z którym stroiło się miny gdy babcia smażyła wątróbkę na kolację i przeklinało tylko wtedy, kiedy ona tego nie słyszała. Dziadka, z którym można było budować zamki z piasku, łowić ryby i zasypiać na nudnym filmie w kinie. Wreszcie Dziadka, który trzymał cukierki w górnej szufladzie komody, łaskotał tak, że można było się udusić lizakiem, który czasem śmierdział papierosami i znał brzydką piosenkę o pupach pań. Nie przekonują wtedy zapewnienia mamy, że Dziadek jest teraz aniołem (Dziadek w niebie? W białej sukni? Ze skrzydłami?), czy taty, że Dziadek zostanie pogrzebany w ziemi i zniknie (Dziadek zamieni się w proch?). Przekonuje za to... sam Dziadek. I pożegnanie.

Esben... to taki first aid kit. Niekoniecznie na co dzień. Na pewno w razie potrzeby. Nie przeoczcie jej.


Media Rodzina, 2006

piątek, 13 stycznia 2012

"Od A do Z" Janusz Minkiewicz

A było Atletą, ciężary nosiło...
B było Brzuchate, bo tak się roztyło..
 
Poznajecie? Poczciwy, ponad półwieczny duet Janusz Mincewicz - Bohdan Wróblewski, tu odświeżony przez Dwie Siostry. W nowej oprawie edytorskiej i kartonowej (dziecioodpornej) wersji. 

Dla mnie, to sentymentalna podróż w dzieciństwo. Dla mojego dziecka- najpewniej staromodne wykopalisko. Oldschool. Ale jaki to oldschool! Szlachetny, stylowy, ani odrobinę nie przeterminowany. Klasyczna pierwsza świeżość drugiej młodości.

Wydawnictwo Dwie Siostry, 2011

środa, 11 stycznia 2012

"Wielkie pytanie" Wolf Erlbruch

Jesteś po to, by przytulić się do chmur (pilot).
Jesteś, by śpiewać swoją piosenkę (słowik).
Abym mogła cię rozpieszczać (babcia).
Jesteś, bo jesteś (kamień).
Żeby świętować swoje urodziny (brat).
Aby pewnego dnia móc policzyć do czterech (trójka).
Jesteś tutaj, ponieważ kocham cię (mama).

A Ty?
Dlaczego jesteś?


Wydawnictwo Hokus-Pokus, 2006

czwartek, 5 stycznia 2012

"100 bajek" Jan Brzechwa

Czy Brzechwy można nie ubóstwiać? Nie wiedzieć któż to Kaczka dziwaczka? Nie recytować Entliczka-pentliczka?

100 bajek to prawdziwe kompendium twórczości mistrza (właściwie: Jana Lesmana). Książka, której nie może zabraknąć w domowej biblioteczce. Klasyka w nowoczesnej odsłonie. Dla koneserów (ale i dla drugoklasistów - lektura!). Starannie zredagowana, w imponującej oprawie edytorskiej, niczym nie przypominająca lichych wydań zawieruszonych między kolorowankami w kiosku czy na poczcie. 

Co ciekawe, wydawnictwo Bajka (koncept byłych redaktorów naczelnych "Świerszczyka" i "Misia") pokusiło się o wprowadzenie drobnych - acz odważnych - zmian w kultowym i nieco skamieniałym zbiorze. Mianowicie uwspółcześniono zasady interpunkcyjne, poprawiono błędy językowe mechanicznie powielane w poprzednich edycjach, a na końcu księgi umieszczono praktyczny Słowniczek z wyrazami i wyrażeniami, które wyszły z użycia (bo i cóż to taradajka, czy hmm.. dziewica). Wybór i kolejność utworów pozostawiono niezmienny od 1958r. ze względu na szacunek do decyzji autorskiej. Znaleziono również śmiałka, który zgodził się zmierzyć z tradycyjnymi ilustracjami Szancera i który z tegoż zadania wybrnął wyśmienicie. Fantazyjna, nienachalna, na wskroś nowoczesna szata graficzna Piotra Rychela (bo o nim mowa) ostatecznie odmieniła oblicze ponad półwiecznego tomiska, czyniąc go jeszcze bardziej ekskluzywnym. 


Wydawnictwo Bajka, 2011

wtorek, 3 stycznia 2012

"Mrówka wychodzi za mąż" Przemysław Wechterowicz

Mrówka ma tylko jedno marzenie: wyjść za mąż. Ortodoksyjne feministki  wzdrygają się. A mrówka sączy kawę w stylowym szlafroczku, poprawia makijaż, biega po kropelki uspokajające i przebiera w sznureczku kandydatów. Za każdym razem, gdy już już ma wypowiedzieć sakramentalne "tak!", dostrzega rażące niedoskonałości swych amantów. I oto: mrówka faraona znika ze swoją kompanią wojskową, pasikonik zostaje pożarty przez ptaka, wilk przypomina sobie, że jest już żonaty, słoń okazuję się odrobinę za duży, goryl - zbyt cichy, szop pracz - nieodpowiedzialny, rekin to pracoholik, pies bokser - maminsynek, a kangur - zbyt często ogląda się za innymi mrówkami. Zrezygnowana Mrówka marzy tylko o relaksującej kąpieli. Pechowo z kranu nie leci ani jedna kropelka wody. Ostatkiem sił dzwoni do hydraulika (notabene: mrówkojada!), a gdy ten staje u ich drzwi, w jej serce trafia strzała. Już już ma powiedzieć "tak!", gdy wtem mrówkojad obejmuje ją wpół i zamyka jej usta długim, namiętnym pocałunkiem. Od tej chwili żyją długo i szczęśliwie. Zupełnie jak w filmie (na ostatniej stronie pod hasłem wystąpili mamy nawet wymienionych wszystkich aktorów matrymonialnego castingu wraz z ich łacińskimi nazwami).

Uśmiałam się przy Mrówce setnie. Przemysław Wechterowicz ("Lukrecja") i Ola Woldańska stworzyli książkę pełną smaczków, zaskakujących zwrotów akcji i nietypowych rozwiązań. Udowodnili, że szufladka picturebook - z reguły przeznaczona dla najmłodszych dzieci - jest otwarta również dla dorosłych czytelników i ich dalece wysublimowanych gustów. No właśnie... Mam nieodparte wrażenie, że Mrówka sprawia tysiąckroć więcej uciechy mi, niż mojemu dziecku. 

Warto dodać, że Polskie Towarzystwo Wydawców Książek ogłosiło Mrówkę Najpiękniejszą Książką Roku 2009, a jej ilustracje zostały wyróżnione przez polską sekcję IBBY w konkursie Książka Roku 2009.


Wydawnictwo Czerwony Konik, 2009